Jeden dzień z życia gimnazjalisty"...bo zupa była za słona..." Dzień gimnazjalisty zaczyna się tak samo jak dzień każdego człowieka, mianowicie, gdy przekroczy próg swej ukochanej szkoły, przestaje patrzeć na świat przez różowe okulary. Wystarczy tylko, że na horyzoncie pojawi się jakiś nauczyciel - szczypta soli dodana do i tak już przesolonej zupy. "Dzień dobry" wypowiedziane z ust ucznia jest tylko przykrywką do uczucia niechęci w stosunku do niego. Parę kroków dalej pojawia się postać nauczycielki, która swym uśmiechem wprost zwabia w sidła swego przed przedmiotu, który uczniowie, rzecz jasna, wręcz uwielbiają... Kiedy pani wchodzi do klasy i zamyka za sobą drzwi, czujemy się jak na sądzie ostatecznym, jednak zawsze udaje się nam przeżyć dzięki długo oczekiwanemu dzwonkowi, który oznajmia "przerwę w męczarni". Ważne są także słynne schody tuż obok klasy II B Gimnazjum, gdzie zestresowani uczniowie odpisują od siebie wzajemnie zadania tak, by nie zauważył ich nauczyciel. Bez wątpienia uczniowie są w tej kwestii mistrzami dyskrecji i spisku. Możemy odetchnąć dopiero po ostatniej lekcji, gdy opuszczamy teren budy. Czy jednak na pewno? Może w domu czeka kolejna "atrakcja" - słony obiadek MAMUSI i niekoniecznie chodzi tu tylko o posiłek... autor: Daria Kamracka kl. IIB [Klub Młodego Dziennikarza] drobne poprawki: Krzysztof Kowalek |
|---|