W przedstawieniach szkolnych zawsze dzieje się coś, co nie powinno się dziać, a najwięcej zabawy jest na próbach. Tym razem to był występ z okazji mikołajków, brało w nim udział ponad dziesięciu skrzatów (o sześciu za dużo), pełno śnieżynek, nawet nie wiem, po co, przecież jak widzowie się napatrzeli na nie to już mieli dość i nie chcieli oglądać dalej, uważali, że reszta będzie tak samo brutalna dla ich oczu, jak taniec zaprezentowany przez śnieżynki. Zapomniałbym o Mikołajach, było ich, aż trzech, z czego jeden był tym Świętym, reszta to przebierańcy ze skręconą nogą.
      Próby do przedstawienia przypominały zabiegi w gabinecie psychiatrycznym, wszyscy robili, co chcieli dopóki lekarz, albo, jak kto woli nauczyciel nie przyszedł. Po przyjściu opiekuna i podaniu nam leku o nazwie " uspokój się, bo jak nie to dostaniesz punkty ujemne" w pierwszych dwóch, może trzech minutach wszystko szło zgodnie ze scenariuszem, po tym czasie leki uspokajające przestały działać i znowu wszyscy robili, co chcieli, mianowicie ja i Papas Palaras śpiewaliśmy piosenkę pod tytułem " Scatman", Izi grał na n-gage, a reszta kombinowała jak by tu zwiać z próby. Gdy już jakoś pani dobrnęła do połowy przedstawienia znowu zaczęły się schody, bo lek posiadał również skutki uboczne, które były widoczne podczas spotkania skrzata o imieniu Bałwanek i Mikołaja (tego prawdziwego). Robili wszystko tylko nie to, co trzeba... .

Aczki / zatwierdzone przez Papas Palaras /

Serwis fotograficzny z przedstawienia -   więcej